Świat oczami Beat(k)i - blog osobisty Beaty Lipskiej

Surowa kraina cudowności w Fabryce Trzciny

Uwaga! Post został opublikowany 10 lat temu – udało mi się odzyskać treść i zdjęcia z tamtych czasów ? 8 marca 2010 roku

Jak już wspominałam…cuda kumulują się. Nie wiem jak długo czekałam na ten dzień, ale skumulowało się bardzo dużo różnych emocji w ten jeden cudowny koncert, który Anita Lipnicka określiła, że to “poniedziałkowy nudny wieczór”. Gdyby każdy poniedziałkowy wieczór był tak magiczny, przesypiałabym cały tydzień, by w niedzielę wstawać i żyć czekaniem na “nudny poniedziałkowy wieczór”.

Pierwszy utwór

A muszę przyznać, że tej nudy bałam się i to bardzo. Gdy tylko wiedziałam, że idę na koncert Anity Lipnickiej do Fabryki Trzciny, zakiełkowało we mnie ziarenko strachu przed… no właśnie – “Hard Land of Wonder” to płyta, na której znalazłam samą siebie i nie ukrywam – znam każdy tekst, każdą nutkę, wszystkie utwory doczekały się mojej własnej interpretacji, jeździłam przy niej samochodem, zasypiałam przy niej i budziłam się do pracy nią… bałam się, że nie uda mi się “wyssać” z tej płyty nic więcej. Nawet zaprzestałam oglądania relacji z koncertów w innych miejscach – cóż więcej mogę zobaczyć na samym koncercie niż na tych zdjęciach? Ba! Nawet były relacje wideo… moje napięcie rosło, bowiem nasze wyjście na koncert było połączone z niespodzianką, dla Osoby, dzięki której Lipnicka wróciła do mojego repertuaru ze zdwojoną siłą. Twórczość Anity Lipnickiej kojarzyła mi się głównie z utworem “Wszystko się może zdarzyć” i jej krótkimi uroczymi włosami. No i oczywiście ubolewałam nad solową karierą, bowiem nagrania z Varius Manxem są dla mnie ikoną dzieciństwa i stały się kluczem do wspomnień pewnego lata, gdy wraz z moją Siostrą słuchałyśmy płyty “Emu”… nałogowo. Całe wakacje nabrały smaku dzięki przyprawie p.t. “Zanim zrozumiesz” czy “Piosenka księżycowa”. To były czasy! Ilekroć słyszę te utwory, wracam tam – daleko, głęboko w zakątki wspomnień chwil beztroskich i radosnych, kiedy jedynym problemem było kiedy uda nam się wreszcie (“nareście”) ułożyć tysiąc puzzli z potężną dawka nieba, które wszędzie jest takie samo, ale jednak nie do końca.

Brawa dla oświetleniowca – kawał dobrej roboty

No, ale wracając do koncertu. Moje wyczekiwania na 8 marca sięgały zenitu. Strach też rósł. Strach przed tym co się stanie i co się nie stanie. A stało się dużo – euforia związana z niespodzianką skłoniła Jolę do wyprucia w stronę pierwszego rzędu, na którym spędziłyśmy cały koncert. Mając przed sobą zaledwie 2-3 metry do sceny, do samego początku koncertu czułam jeszcze większy strach, że nas ktoś stamtąd pogoni. Ale nie pogonił. Scena okryła się mrokiem, pojawili się muzycy i wtedy weszła ona – tak dobrze znany widok olśniewającej i uroczej osoby, jaką niewątpliwie jest Anita Lipnicka. Powaliło mnie. Usłyszeć na żywo “Car Door” to więcej niż wyruszyć w podróż tym wspaniałym wehikułem, którego drzwi są zawsze otwarte. Zaśpiewała i przemówiła – większość piosenek okraszona była urokliwym komentarzem, stanowiącym propozycję do interpretacji. Czasem byłam zaskoczona czym tak naprawdę jest ta piosenka – np. “Noisy head” 😉 Na widowni był obecny John Porter – partner życiowy Anity Lipnickiej, było słychać gdy się śmieje. Zastanawiam się co ten facet czuje, gdy widzi swoją partnerkę na scenie – tak olśniewającą, tak kobiecą, tak piękną. Niesamowite w jej postaci jest to, że choć zapięta po szyję (na jej ciele nie było ani grama nagości), jest tak niezwykle kobieca… wszystko, o czym mówiła oscylowało tak naprawdę wokół miłości i to było piękne. Słuchałam oniemiała z zachwytu jak bardzo myliłam się bojąc rozczarowania, bo rozczarowania nie było. Lipnicka wypełniła swoją niezwykłą osobowością całe wnętrze w tak surowym miejscu jak Fabryka Trzciny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z niecierpliwością czekałam na pierwszy zasłyszany utwór z tej płyty: “You change me”. Piękny wstęp w postaci komentarza Lipnickiej wprowadził mnie w tak głęboki nastrój tej piosenki. Powiedziała bowiem, że jest to utwór o tym rodzaju miłości, który zmienia na lepsze, który dodaje skrzydeł, który jest najczystszy i najpotrzebniejszy i że takiej miłości życzy każdemu. Nic dodać nic ująć. Utwór ten usłyszany na żywo zaprowadził mnie do najdalszych zakątków mojej własnej duszy.

Kontrabasista mówi dowcip ;D

Oczywiście nie brakowało też humoru. Swoich muzyków Anita nazwała przenośnym gabinetem SPA, a muzycy to profesjonaliści od masażu duszy. Sama bym tego lepiej nie ujęła. Widać było jej zżycie z muzykami poprzez wspólne koncerty i podróżowanie po Polsce. Trzeba przyznać, że swoboda, z jaką komunikują się ze sobą sprawia, że człowiek uśmiecha się do siebie. No i dzięki temu zyskałyśmy z koleżankami nowe sztandarowe teksty do żartowania, np. “w ch** dobrych chwil” 😉 no i niezapomniany dowcip kontrabasisty na granicy absurdu! Bardzo dobry, na poziomie – nie mogę się doczekać jak go sprzedam przy najbliższej okazji. Nikt nie zrozumie, ale brecht będzie.

Kontrabasista wyglądał jak Goran Bregovic

Podczas koncertu były momenty też i bardzo poważne – Lipnicka wspominała kanadyjską piosenkarkę imieniem Lhasa de Sela. Wykonując wspaniałą piosenkę “Love came here“, oddała hołd zmarłej w wieku 37 lat wokalistce. Piosenka jest WYBITNA, a w wykonaniu Anity… prawdziwe złoto!
W wykonaniu oryginalnym można jej posłuchać tutaj:

Prawdziwym prezentem dla Anity z okazji Dnia Kobiet okazała się złota płyta, jakiej status uzyskał “Hard Land of Wonder” – więcej na ten temat tutaj: http://cgm.pl/video.php?video_ID=7371

I tak… gdy wręczono tą złotą płytę, zrobiło mi się smutno, bo myślałam, ze już koniec. Byłam bądź co bądź zachwycona, ale zdecydowanie nienasycona… na deser dostaliśmy garść wspomnień! “Mosty”, “Piękną i rycerza” z solowych płyt, a także kawałki Varius Manx: “Zanim zrozumiesz” i “Piosenka księżycowa”… i już byłam daleko w krainie dzieciństwa… prawdziwy “Hard Land of Wonder”… Nawet nie przeszkodziła mi w tej podróży urocza pomyłka w tekście podczas śpiewania “Zanim zrozumiesz” – gdy rozległo się roześmiane “sorry”. To było przeurocze! Prawdziwy masaż dla duszy.

Co mogę jeszcze powiedzieć… chyba nigdy więcej nie będę się bała, że nic więcej nie będę w stanie “wyssać” z muzyki, bo tak naprawdę wszystko, co w niej odnajduję, muszę odnaleźć najpierw w sobie, a jak sama Anita powiedziała człowiek jest nienasycony, że zawsze chce więcej i więcej, więc z niecierpliwością czekam na kolejne produkcje Anity Lipnickiej by móc odkrywać w sobie coraz to nowe surowe krainy cudowności.

Galeria

Pełna galeria z tego wydarzenia na Flickr

Anita Lipnicka

Next Post

Previous Post

© 2021

%d bloggers like this: