Świat oczami Beat(k)i - blog osobisty Beaty Lipskiej

Przeszłość służy przyszłości, czyli jak “retrospekcje” zmieniają Ciebie i Twoją drużynę

Poniższy tekst powstał przy nieocenionej pomocy Natalii Kraszewskiej. Dzięki Nat!

Usiądź i pomyśl

Czy Ty też czasem potrzebujesz kolokwialnie mówiąc usiąść na dupie i pomyśleć nad czymś? Rozważyć za i przeciw, wyjść z siebie, stanąć obok i popatrzeć na swoje życie? Może nie każdy od razu musi wychodzić z siebie ? ale wiesz – to dobre ćwiczenie dla Twojego wnętrza. Są ludzie, którzy praktykują takie rzeczy codziennie! Przy wieczornym rytualnym “szlugu” myślą:

ech… ależ to był zajebisty dzień, tylko może ta babka w Żabce nie powinna mi wchodzić w drogę i była niemiła. Potem ja byłam niemiła i to tak nie powinno być. Dałam sie wytrącić z równowagi, a ludzie powinni być dla siebie mili, ja lubię jak ludzie są mili, bo to wymaga odwagi. Następnym razem nie dam się wytrącić i będę miła, mimo wszystko ??

No to masz ćwiczenie dla siebie na dziś. Oczywiście nie namawiam do palenia przed snem, ale zastanów się co Cię wkurzyło, a co zasmuciło, a na koniec co dziś sprawiło Ci radość. Po co to robić? Żebyś był(a) lepszym człowiekiem, bo wiesz – dowiesz się co działa dla Ciebie, a co nie. To wydaje się proste, ale autorefleksja wymaga czasem sporo wysiłku, a także samokrytyki.

Teraz przełóż to na swoją drużynę

Drużyna to jest mega ciekawy twór. Ja nigdy nie pracowałam w zespole jako takim. Byłam bardzo decyzyjna, sama dla siebie, frywolna w swojej głupocie i odpowiedzialna za nią w 100%. Gdy zaczęłam pracować jako członek drużyny… mimo komunikatywności – moje siły wewnętrzne ścierały się między moim wyuczonym tokiem postępowania po swojemu i nieprzyjmowaniu jakiejkolwiek krytyki a kolektywnemu istnieniu ludzi i kodu, za który wszyscy jesteśmy odpowiedzialni. A w dwóch prostych słowach – nie kumałam. I jak wszystko dobre w życiu – zajęło mi trochę czasu, by przyswoić o co kaman. A o co?

W drużynie to trochę jest jak w związku – nie ma “ja”, jest “my” i jak coś robisz to tak naprawdę robisz i robimy na raz. Każde Twoje działanie wpływa na coś większego od Ciebie. Gdy popełniasz błąd to nie jest tylko Twój błąd. Gdy świętujesz sukces, jest to sukces większy niż nawet się tego spodziewasz. Zapytasz: a gdzie zdrowy egoizm? Gdzie dobro jednostki? Gdzie “JA” w tym wszystkim? Wszędzie. I teraz połowa z Was stwierdzi, że jestem zwykłą komunistką i powinnam żyć w czasach PRLu i zapisać się do partii. Jeśli tak myślisz – nara. Drużyna to nie partia i możesz się z niej wypisać. Tak po prostu. Czasami po prostu coś nie kliknie, nie umiesz się odnaleźć, nie czujesz i to jest zupełnie ok. Sztuka polega na tym, by wszyscy członkowie zespołu mieli poczucie bezpieczeństwa, zwłaszcza gdy chcą wypowiedzieć się jakiś temat, a zwłaszcza ten, który siedzi gdzieś głęboko. Jak stworzyć taką atmosferę? To jest oddzielny temat i tak to tutaj zostawię… póki co. Wpływ na Ciebie i Twoje działania też mają otaczający Cię ludzie i dopóki czujesz się na tyle bezpiecznie z nimi, że się otwierasz i mówisz szczerze o tym, co czujesz w środku – to działa. A skąd wiesz co działa co nie? Robisz retrospekcję.

Definicja Retrospekcji

… albo jak kto woli retrospektywy – po polsku to takie same dwa terminy oznaczające “odtwarzanie w pamięci przeżyć lub zdarzeń z przeszłości;” (Źródło: retrospekcja – Słownik języka polskiego PWN). A w kontekście zebrania zespołu to zdecydowanie coś więcej, ponieważ jest to spotkanie, które ma bardzo konkretny cel i bazuje na pewnej strukturze, która oczywiście może być zróżnicowana w zależności od potrzeb drużyny.

Więc… kim jesteśmy? Drużyną! Czego chcemy? Pracować sprawniej! Jak chcemy to osiągnąć? Yyyyy. No właśnie. I tutaj pojawia się retrospektywa.

Po pierwsze bierzemy pod uwagę kilka aspektów:

  1. Ludzie.
  2. Relacje między ludźmi.
  3. Procesy w drużynie.
  4. Narzędzia, które służą ludziom i procesom.

I tutaj zadajemy sobie pytanie: “czy to działa dla nas?”. Ha! Gdyby to było takie proste to każdy powiedziałby: “spoko, dla mnie działa” i po co marnować na to godzinę? Bo takie “retro” zwyczajnie tyle trwa i często postrzegane jest jako kolejne spotkanie zamiast kodowania (z perspektywy inżynierów głównie). Może dlatego na początku jest zawsze taka mała “zabawa”, która ma na celu wyluzowanie się i sprawia, że bardziej prawdopodobne jest, że ktoś się otworzy podczas kolejnej części spotkania, co jest jednym z głównych jego celów. Jest mnóstwo pomysłów na takie zabawy nawet te zdalne! I przyznaję, że tą część uwielbiam, bo można się całkiem sporo dowiedzieć nie tylko o swoich koleżankach i kolegach z drużyny, ale też i o samym sobie.

Struktura spotkania

Oczywiście nie jestem ekspertem, więc się wypowiem… o moich doświadczeniach. Nie traktuj tego jak wykładnię tego, jak ma być, ale jak to może wyglądać i jak się sprawdza. Jako główne zasady panujące u mnie nakreśliłabym przede wszystkim: by być kreatywnym, uprzejmym i obserwować wszystkich dookoła – nie skupiać się tylko na sobie. I co najfajniejsze – spróbuj mieć z tego spotkania trochę fun’u ?.

10 minut Icebreakera, czyli łamiemy lody

To jest czas na zabawę – czasem schodzi się dłużej, bo ludzie lubią się bawić zwyczajnie. Dobrze jest przygotować taką zabawę przed spotkaniem i np. Jeżeli wymaga to jakichś przemyśleń, słów, stwierdzeń od uczestników – dobrze byłoby im dać znać o tym przed spotkaniem, by nie tracić cennego czasu. Np. ja jako zabawę wymyśliłam ulubionego superbohatera z jakim się utożsamiam. Każdy z drużyny miał napisać do mnie przed retro, które prowadziłam o tym, kto jest jest jego ulubionym bohaterem i dlaczego. A potem wszyscy zgadywaliśmy kto jest kim. Ta zabawa miała naturalnie wprowadzić do kolejnych części.

5 minut na analizę poprzedniego Retro

Jako rezultat retrospekcji mamy kojenie akcje/taski do wykonania zebrane na takiej typowej tablicy: “Do zrobienia”, “W trakcie”, “Zrobione”. Pod koniec tego obecnego retro będziemy mieć nowe pozycje w “Do zrobienia” i musimy upewnić się, że są to bardzo konkretne sprawy do wykonania przez bardzo konkretne osoby – inaczej to się rozjedzie jak nogi żyrafy na lodowisku. Konkrety, Panowie i Panie! Jeżeli chcemy być lepsi, musimy działać ??

10 minut na tablicę i karteczki

No właśnie tutaj zaczyna się cała “magia”. Sposobów na wyciągnięcie od ludzi co tam im się “gnieździ” w środku jest wiele. Ja jako konsekwencję zabawy zaproponowałam, byśmy jako drużyna wyobrazili sobie nas jako jednego super-bohatera, który ma:

  • super moce
  • swoich wrogów
  • swoich pomocników
    Pod każdym z tych elementów mieliśmy napisać co jest naszą super mocą itd. Każdy zostawia swoje żółte karteczki anonimowo, ale to też jest kwestia ustalenia – bo może są osoby, które wolą się nie ukrywać.

Takich tablic można wymyślać setki, do najbardziej popularnych należą:

  • Mad, sad i glad, czyli co doprowadza nas do szewskiej pasji, co sprawia, że się smucimy i za co jesteśmy wdzięczni. Często dodaje się tzw. “Kudos” do tej tablicy, by jakby uwzględnić i docenić osoby, które przyczyniły się, że praca w danym czasie była zwyczajnie fajniejsza.
  • 4L: Liked, Learned, Lacked, Longed for – czyli w wolnym tłumaczeniu: Co się podobało, czego się nauczyliśmy, czego brakowało, i za czym tęskniliśmy
  • Start, Stop, Continue – co zacząć, z czym zaprzestać i co kontynuować

Istnieje dużo fajnych przykładów – takich, które są “remote friendly” – zwłaszcza w obecnych czasach. Dlatego warto wyposażyć się w prosty software do tablic, który nie jest zbyt rozpraszający i daje dużo możliwości. My używamy FunRetro | Improve your team with fun sprint retrospectives i to nie jest reklama. Warto inwestować w prostotę. A gdy już nie trzeba robić zdalnych retrospekcji, wystarczy tablica, karteczki, długopisy i wyobraźnia.

Gdy wszyscy już skończą dokładać swoje karteczki, czytamy wszystkie i grupujemy te, które mają takie samo znaczenie, by ułatwić wszystkim głosowanie na te najważniejsze. Ilość głosów ustala osoba prowadząca.

Esencja Retro

Po magicznym odkryciu tego, co nurtuje drużynę najbardziej – trzeba zwyczajnie o tym… pogadać. Omówić wszystko, dać ludziom głos, pomóc, wysłuchać, dać przestrzeń do bezpiecznego otwierania. Teraz z sufitu polecą kwiatki i wszystko będzie takie łatwe i proste. A NIE JEST. Ludzie nie chcą mówić. Zamykają się. Tematy są sztywne. Skupieni są wszyscy na twardych zasadach do realizacji. Jest MUR. A jak jest mur to jest problem. Czasami głębszy. A czasami naprawdę jest ok i ludzie zbliżają się do siebie i cieszą “wygadaniem się”. Z mojej perspektywy na tym to polega i tak to traktuję. Lubię wygadać się na retro i mentalnie się wyżalić jak coś nie idzie po mojej myśli albo jeżeli z czymś się zmagam. To nie zawsze było łatwe, bo trudno się czasem przyznać do słabości. Ale trzeba pamiętać, że warto!

Wnioski, a potem akcje

No dobra – widzimy z czym jest problem, co można zrobić, by to zmienić. I jak już pisałam – jedziemy z konkretami. No wiesz – jeden mały krok może zmienić tak wiele, np. raz podczas retro ustaliliśmy, że nasze spotkania nie kończą się o pełnej godzinie, tylko 5 minut przed, bo jeżeli pracujemy z domu i mamy spotkanie po spotkaniu to naprawdę czasem jest trudno znaleźć moment na toaletę. Prosty, wręcz trywialny przykład, ale pokazuje, że nawet małe usprawnienia pomagają w pracy, tylko trzeba o nich mówić.

Nie ma drużyn idealnych i zawsze jest pole do usprawnień. Tak samo w Twoim życiu – nie osiadaj na laurach – zawsze warto przysiąść i zastanowić się co mnie uwiera, a z czym mi jest dobrze. Na tym polega swoistego rodzaju higiena umysłu, która z czasem staje się nawykiem, więc za każdym razem, gdy pojawi się problem – niezależnie czy będzie to problem związany z relacjami, procesami czy narzędziami – zauważysz/zauważycie go od razu i rozwiążecie – nie czekając na retro.

Napisałam ten tekst w związku faktem, że jako junior poprowadziłam moje pierwsze retro kilka tygodni temu. Stresowałam się, ale naprawdę było fajnie. Wiem też, co poszło nie tak. Zrobiłam sobie nawet retrospekcję z tego retro ? i wiesz co? To fajna umiejętność… tak po prostu.

Więc… jak Tobie minął dzień?

Wszystko na jednym obrazku

Next Post

Previous Post

© 2021

%d bloggers like this: